Category Archives: Mediacja

Mediować czy nie mediować?

Mediacja to temat od kilku lat w Polsce modny. To jeden z alternatywnych sposobów rozwiązywania sporów. A że długość postępowania sądowego należy liczyć raczej w latach niż miesiącach – wydaje się, że mediacja jest wprost idealną alternatywą dla stron sporu. Mediacja to: dobrowolność, poufność, decydowanie stron o sposobie rozstrzygnięcia sporu – same zalety, zwłaszcza w porównaniu z postępowaniem sądowym, którego wynik nigdy nie jest w 100% przesądzony, nawet gdy wydaje się, że wszelkie dowody przemawiają na naszą korzyść.

Ze statystyk opublikowanych na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że w 2012 roku sądy okręgowe 717 razy skierowały strony w sprawach gospodarczych do mediacji, które w 129 przypadkach doprowadziły do zawarcia i zatwierdzenia przez sąd ugody. W przypadku sądów rejonowych do mediacji zostało skierowanych 1637 spraw gospodarczych, z czego 293 zakończyły się ugodą. Dla porównania, tylko w 2012 roku tylko do sądów okręgowych wpłynęło łącznie 13628 spraw gospodarczych procesowych. W przypadku sądów rejonowych były to 87829 sprawy.

Dlaczego więc mediacja, pomimo tylu niekwestionowanych zalet, nie jest wciąż powszechna w Polsce? Owszem jest modna jako temat w dyskursie publicznym, ale w dalszym ciągu nie jest modna jako sposób rozwiązania sporu. Wciąż jedynie niewielki procent wszystkich spraw w ogóle trafia do mediacji, a spośród spraw mediowanych jedynie niewielka ich część kończy się zawarciem ugody przez strony.

No właśnie, dlaczego?

Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele, każdy kto choć raz miał do czynienia z mediacją z pewnością mógłby podzielić się swoimi spostrzeżeniami. Wspomnę o kilku kwestiach, znanych mi z praktyki, które w ocenie mojej i moich klientów – nie przyczyniły się do sukcesu mediacji. Wszystkie sprawy były sprawami gospodarczymi już na etapie sądowym i strony zostały skierowane do mediacji przez sąd.

Po pierwsze – terminy.

Mediacja z założenia ma być szybka, co ma stanowić jej zaletę w porównaniu z długotrwałym postępowanie sądowym. Nie słyszałam o mediacji trwającej kilka lat, a więc stosując taką miarę z całą pewnością można powiedzieć, że mediacja jest szybsza. Czy o taką szybkość jednak chodzi? Żadna z mediacji, w której miałam okazję brać udział nawet nie rozpoczęła się w ciągu miesiąca od skierowania stron do mediacji, a większość z nich trwała od około 3 do 6 miesięcy. Dlaczego? Ponieważ mediatorzy mieli aż tak napięte kalendarze albo… nie mieli do dyspozycji pomieszczenia, w którym mogłaby odbyć się mediacja.

W jednym z postępowań, po skierowaniu przez sąd sprawy do mediacji, termin pierwszego posiedzenia mediacyjnego został wyznaczony po 3 miesiącach. W mediacji brali udział członkowie zarządów obu stron i to nie po ich stronie leżał problem z umówieniem terminu. Mediator wyjaśnił, że tak odległy termin to skutek braków lokalowych. Prozaiczna przyczyna – mediator nie mógł wcześniej umówić spotkania, ponieważ sala, w której miało odbyć się posiedzenie mediacyjna była już zarezerwowana przez innych mediatorów na kilka tygodni naprzód.

Innym problemem jest dyspozycyjność mediatorów. Nie stawiam generalnego zarzutu wobec wszystkich mediatorów, że nie mają czasu na mediację, ponieważ kilkakrotnie spotkałam takich, którzy w pełni dostosowywali się do preferencji stron. Natomiast jeden z mediatorów, z którym miałam okazję współpracować, mediację traktował jako zajęcie zdecydowanie niepriorytetowe, raczej jako hobby „po godzinach”.

Gdy wreszcie udało się ustalić pierwszy wolny termin w kalendarzu mediatora i umówić spotkanie, na kilka dni przed pierwszym posiedzeniem mediacyjnym mediator odwołał je, ponieważ w tym właśnie dniu przypadał Międzynarodowy Dzień Mediacji i mediator chciał uczestniczyć w konferencji zorganizowanej z tej okazji. Nie mam nic przeciwko Dniom Mediacji. Wręcz przeciwnie – to bardzo pożyteczne inicjatywy. Tylko jak to ma zrozumieć klient, który uwierzył, że może rozwiązać spór szybciej i efektywniej niż przed sądem i który czekał kilka miesięcy na rozpoczęcie mediacji? Oczywiście strony mogły zmienić mediatora, tak się jednak w tej sprawie nie stało. Strony zrezygnowały z mediacji i sprawa wróciła do sądu.

Po drugie – warunki lokalowe.

Problem z dostępnością miejsca, a co za tym idzie wydłużenie trwania mediacji to jedno, a drugie to stan pomieszczeń, w których odbywa się mediacja. Kilkakrotnie brałam udział w mediacji, w której uczestniczyło po kilka osób z każdej ze stron wraz z pełnomocnikami. I kolejny – może prozaiczny problem – że nie było tyle miejsc, ile stron. Pomimo uprzedzenia mediatorów, ile osób będzie brało udział w mediacji, na wstępie rozpoczynało się gorączkowe poszukiwanie dodatkowych krzeseł, a że stół był przeznaczony na 6 osób, nie wszyscy się przy nim zmieścili. Dodatkowo pokój był mały, a jego wygląd żywcem przeniesiony z czasów PRL-u, a więc mówiąc krótko – było ciasno i niekomfortowo.

I nie chodzi o to, aby wynajmować na potrzeby mediacji salę w 5-gwiazdkowym hotelu, ale żeby zachować pewien minimalny standard. Nie oszukujmy się, że gnieżdżenie się w ciasnym pomieszczeniu sprzyja atmosferze mediacji. Nie sądzę, aby taka fizyczna bliskość pozytywnie wpływała na rozwiązanie sporu pomiędzy biznesmenami. Ktoś powie, że jeśli strony chcą się dogadać, to zrobią to nawet na korytarzu. Tak, ale problem polega na tym, że strony dlatego korzystają z pomocy mediatora, że choć chcą się dogadać, to same nie potrafią. A żeby zapewnić im szansę na znalezienie rozwiązania – co może przecież trwać wiele godzin – to należy im zapewnić warunki, które będą temu sprzyjały.

Po trzecie – mediatorzy.

Ich rolą jest tylko – albo raczej aż – pomóc stronom znaleźć rozwiązanie. Sami żadnego nie narzucają, są bezstronni. Mediatorzy nie są arbitrami, nie oceniają żadnej ze stron, nie rozstrzygają kto ma rację. Tak zwane umiejętności miękkie mediatora są tu nie do przecenienia. Niemniej ważne powinno być jednak merytoryczne przygotowanie do mediacji. Mediator nie musi znać przepisów prawa, nie wydaje wyroku. Nie musi wgłębiać się w prawnicze zawiłości podnoszone przez strony w pismach procesowych. Jeśli jednak mediator nie rozumie istoty sporu, nie rozumie o co strony się kłócą, to bardzo trudno będzie mu pomóc. Wówczas strony są zdane tylko na siebie, a mediator zapewnia co najwyżej sprawny przebieg mediacji.

Jeśli mediacja odbywa się w sprawie rodzinnej czy karnej, to ścisła specjalizacja merytoryczna mediatora ma mniejsze znaczenie. Na przykład w sprawie rozwodowej jest mało prawnictwa, a wiele ludzkich dramatów i silnych negatywnych emocji. Dla odróżnienia – w sporze z zakresu prawa przewozowego, telekomunikacyjnego czy sporze spółki z byłym członkiem zarządu – jest cały szereg istotnych zagadnień prawnych. Przede wszystkim jednak dobrze, aby mediator rozumiał dany rodzaj działalności. Aby nie były mu obce realia funkcjonowania spółek, podejmowania w nich decyzji i ponoszenia odpowiedzialności. Jeśli strony są z branży telekomunikacyjnej dobrze, aby mediator miał rozeznanie w tym biznesie. Jeśli są przewoźnikami czy spedytorami warto, aby mediator orientował się w zasadach funkcjonowania i problemach tej branży.

Większość mediatorów prowadzących mediacje moich klientów zdawała się po prostu nie rozumieć biznesu ani oczekiwań stron. Jeśli natomiast klient widzi, że mediator nie rozumie o co w istocie jest spór, to traci wiarę w sens mediacji.

Pech? Być może, ale jeśli takie zbiegi okoliczności czy problemy powtarzają się, to albo gigantyczny pech albo jednak zasada.

Czy w takim razie warto mediować?

Pomimo kilku negatywnych doświadczeń z samym przebiegiem mediacji, zdecydowanie powiem, że tak. Zdarzają się sytuację, że z jakiś względów mediacja nie ma dla klienta sensu. Należą one raczej do rzadkości.

Tylko raz spotkałam się z sytuacją odmowy przystąpienia do mediacji przez drugą stronę. W pozostałych przypadkach zarówno klienci, jak i przeciwnicy procesowi wyrażali zgodę na mediację. I to nawet klienci, który brali już udział w mediacji w przeszłości i nie zakończyła się ona ugodą. Istnieje więc wiara i wola stron w rozwiązanie sporu bez udziału sądu. Strony oczekują w tym jednak pomocy mediatorów.

Nie mniej ważna jest rola sądów, które mogą kierować strony do mediacji. Są sędziowie, którzy większość spraw kierują do mediacji (oczywiście, jeśli strony się nie sprzeciwią), ale nadal jest wielu sędziów, którzy nawet nie podejmują takiej próby. Jeśli doszło już do etapu sądowego, to znaczy, że strony same się nie porozumiały. Inicjatywa sądu w zakresie skierowania stron do mediacji jest więc wtedy bardzo cenna.

Wreszcie, także pełnomocnicy stron powinni pełnić istotną rolę w trakcie mediacji. Pełnomocnik zna swojego klienta i jego oczekiwania, jednocześnie zazwyczaj jest bardziej obiektywny w ocenie sytuacji niż sam klient, stąd warto, aby w miarę możliwości podsuwał klientowi propozycje rozwiązania sporu. Natomiast zanim powstanie w ogóle spór, na etapie zawierania umowy, warto skłonić strony do zawarcia w umowie klauzuli mediacyjnej. Gdy dochodzi już do sporu, strony rzadko wychodzą z inicjatywą mediacji. Jeśli zaczynają mediować, to dlatego, że sąd je skierował do mediacji. Klauzula mediacyjna pozwala na przeprowadzenie mediacji przed wszczęciem postępowania sadowego.

Odnoszę wrażenie, że mediacji w Polsce wszyscy jeszcze się uczą: same strony i ich pełnomocnicy, mediatorzy, a także sądy, od których może wyjść – lub nie – inicjatywa mediacji w danej sprawie. Pewne jest, że istnieje wyraźna tendencja wzrostowa w kierowaniu stron do mediacji, a co za tym idzie – także wzrasta liczba zawieranych ugód.

Jak głosi stare porzekadło: „człowiek uczy się na błędach”, dlatego warto propagować mediację, ale jednocześnie słuchać konstruktywnej krytyki, aby mediacja stawała się coraz skuteczniejszym narzędziem rozwiązywania sporów.

Skoro udało się to w tylu państwach, dlaczego nie miałoby udać się w Polsce?

Możliwość komentowania Mediować czy nie mediować? została wyłączona

Filed under Mediacja, Postępowanie sądowe